29 listopada 2010

Spacerem przez historię komiksu

Nie za bardzo wiem jak pisać o książce Jerzego Szyłaka Komiks: świat przerysowany. Główna trudność polega na tym, że nie do końca wiadomo czym tam książka jest. W internecie i niektórych wydawnictwach papierowych (w "Nowej Fantastyce" bodaj), karierę robi określenie "pierwsza w Polsce monografia komiksu". Jeśli jednak przyjmiemy, że monografia to praca naukowa mająca opisać dość szczegółowo każdy aspekt omawianego zjawiska, to trudno sobie wyobrazić, że monografię komiksu pomieścić można na 160 stronach. W samej książce znajdziemy informację sugerującą, że pozycję wydano jako podręcznik akademicki. Książka nie ma jednak sekcji dydaktycznej (pytania sprawdzające, zadania, ćwiczenie), nierówna długość rozdziałów utrudniająca przydzielanie sekcji do "przerobienia" na kolejne zajęcia, a w samej książce nie ma ani słowa o tym, że praca przeznaczona jest dla studentów. Komiks:  świat przerysowany nie jest więc podręcznikiem, jeśli uznamy, że podręcznik ma być pomocą dydaktyczną. Co najwyżej jest to "książka akademicka", która może być pomocą naukową dla pracownikom uniwersytetu. Bartek Biedrzycki na łamach "Kultury Liberalnej" jest nieco bardziej ostrożny i używa określenia "kompendium wiedzy podstawowej" o komiksie. Cieplej, cieplej, ale i to nie do końca, gdyż Szyłak bezustannie miesza porządek informacyjny z porządkiem subiektywnej refleksji; książka nie służy więc wyłącznie porządkowaniu informacji. Ot, kłopot.

Moim skromnym zdaniem, jedynym określeniem, które pasuje do pracy Szyłaka jest słowo "esej". Esej długi, rozbudowany, podzielony na rozdziały i podrozdziały, lecz esej - forma literacko-naukowa, rządząca się nieco innymi prawami niż "twarde" naukowe opracowanie. Nie znajdziemy tu więc ścisłego podziału na faktografię i opinie - wywód po prostu płynie swobodnie od myśli do myśli, od akapitu do akapitu, trzymając się jednak porządku chronologicznego, w którym ukazywały się omawiane dzieła. Rozważania filozoficzno-estetyczno-semiotyczno-(dodać kolejny człon według uznania) to zwiewne myśli rzucane w wir narracji: pojawiają się na chwilę, by szybko umknąć w siną dal. Nie ma tu miejsca na długie i nudne opisy teorii, z których wywiedziono te myśli. Nie jest to wada; wręcz przeciwnie sprawia to, że książka jest bardziej przystępna dla szerszej publiczności, która zapewne nudziłaby się przy rozwlekłych opisach teorii naukowych. Brak nacisku na teorię ma jednak jeden efektem uboczny: książka traci sporo ze swej "naukowości", staje się bardziej uczoną gawędą, niż naukową rozprawą sensu stricto.

Jako esej literacko-naukowy, książka broni się znakomicie. Odpuśćmy więc zawiłe naukowe teorie i dajmy się ponieść opowieści. Oddać autorowi należy, że na 160 stronach pomieścił on materiał duży i różnorodny, a w dodatku bogato ilustrowany planszami z omawianych komiksów. Przygotowanie merytoryczne i ilość zgromadzonych informacji robi wrażenie, choć w posłowiu do drugiego wydania autor przyznaje się do kilku mniejszych i w gruncie rzeczy niewiele znaczących pomyłek. Po odcedzeniu wspomnianych już refleksji-opinii, otrzymujemy więc znakomite, choć może lekko chaotyczne kompendium wiedzy (jak twierdzi Biedrzycki), choć nie jest to jeszcze kategoria wagowa monografii (jak uparcie wmawia nam polski internet). Same refleksje-opinie warte są nie mniejszej uwagi, choć oderwane od swego teoretycznego podłoża, bywają nieco mętne i niezrozumiałe (może tylko dla mnie?).

Pod wieloma względami książka Jerzego Szyłaka jest przeciwieństwem "The Power of Comics" Duncana i Smitha, o której to książce pisałem 13 października. Amerykański podręcznik ma więc to, czego nie ma polski esej i vice versa. Duncan i Smith stworzyli solidny, choć bardzo "amerykański", podręcznik akademicki - znajdziemy tam sekcje dydaktyczne, jasny podział materiału (ach, te nudno-informatywne tytuły rozdziałów...), ale i uproszczony język oraz zawężoną amerykocentryczną perspektywę. Szyłak raczy nas trudniejszym stylem, ale i bardziej zaawansowanymi rozważaniami, a także szerszym oglądem obejmującym nie tylko Amerykę, lecz także Europę. Brak tu za to przejrzystego podziału materiału. Gdy otworzy się książkę na spisie treści, nie sposób stwierdzić, na której stronie omówiony jest na przykład fenomen Supermana.

Parafrazując samego Szyłaka, napisać można, że Komiks: świat przerysowany jest kiepską monografią i nie za dobrym podręcznikiem akademickim, lecz dzieje się tak dlatego, że nie próbuje być ani jednym, ani drugim. Ta książka to po prostu dobry, bogaty, rozbudowany esej komiksologiczny i pod takim kątem należy ją oceniać.

  • Szyłak, J. (2010) Komiks: świat przerysowany. wydanie II. Gdańsk: Słowo / Obraz Terytoria.

Zobacz też:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz