22 stycznia 2011

Komiksologia lekko zakurzona

Sztuka komiksu Krzysztofa Teodora Toeplitza określana jest często mianem jednego z pierwszych opracowań teoretycznych na temat komiksu w Polsce, a swemu autorowi dała miano pierwszego polskiego komiksologa. Książka wydana została w 1985 roku i, o ile mi wiadomo, nie była wznawiana. Ten ostatni fakt nieco mnie dziwił - skoro książka jest tak ważna dla polskiej komiksologii, dlaczego przez 25 lat nie doczekała się powtórnego wydania? Dzisiaj już to wiem.

Ale po kolei. Choć za naczelną polską monografię komiksu uważa się Komiks: świat przerysowany Szyłaka (o którym pisałem w listopadzie), powinna być nią raczej Sztuka komiksu. Szyłak proponuje nam historyczno-filozofoczny esej, Toeplitz stworzył opracowanie znacznie bardziej wszechstronne i lepiej podbudowane teorią. Pierwsza część książki zajmuje się kwestią fundamentalną, a przez wielu badaczy zbywaną zaledwie kilkoma zdaniami, mianowicie definicją komiksu. Wykuwanie teoplitzowej definicji (zresztą dość niedoskonałej) to proces długi i mozolny, lecz rzuca wiele światła na specyfikę komiksu jako medium (czy też jak woli autor "gatunku artystycznego"). Czy prehistoryczne rysunki naskalne to komiksy? Czy są nimi starożytne i średniowieczne malowidła przedstawiające narracje biblijne i historyczne? Czym protokomiks różni się od komiksu właściwego? Rozważania są tu drobiazgowe, lecz zmuszają jednocześnie do głębokiego zastanowienia czy tak właściwie jest komiks i co odróżnia go od innych dziedzin sztuki.

Część druga poświęcona jest "językowi" komiksu. Wkraczamy tu na pole miękkiej, choć nie miałkiej semiotyki. Jest to najdłuższa, a jednocześnie najbardziej nierówna część książki. Otwierający szkic "Spacer Walentyny, czyli zaproszenie do komiksu" (który ukazał się wcześniej na łamach "Kultury") to znakomita, szczegółowa i rzetelna analiza dwustronicowego opowieści autorstwa Guido Crepaxa. Później wywód dryfuje z kierunku eseistyki naukowo-literackiej zbliżonej stylem do tego, co oferuje nam Szyłak w Komiks: świat przerysowany. Esej jak to esej: pozwala na większą subiektywność refleksji, lecz zazwyczaj odbywa się to kosztem spójności i precyzji wywodu (np. Toeplitz używa zamiennie i nieściśle terminów "ideogram" i "piktogram"). Część trzecia, umieszczająca komiks w szerszym kontekście cywilizacyjno-kulturowym, osuwa się już zupełnie w eseistykę filozoficzno-socjologiczne, choć popartą gdzieniegdzie danymi statystycznymi. Stylistyka eseju nie jest oczywiście zarzutem, tak jak nie była zarzutem w przypadku książki Szyłaka, a wręcz przeciwnie - refleksje zawarte w ostatniej części Sztuki komiksu są niezwykle cenne i bardzo poszerzają perspektywę komiksologii.

Na początku tego wpisu zastanawiałem się, dlaczego Sztuka komiksu nie była wznawiana po 1985. Powód jest dość banalny: książka zestarzała się. Przede wszystkim ukazała się nieco za późno; gdyby wydano ją w latach 70-tych ubiegłego wieku, zachowywałaby świeżość i aktualność przez co najmniej dekadę. Lecz już w 1986, a więc rok po jej faktycznej publikacji, ukazali się Strażnicy Moore'a i Gibbonsa oraz Powrót Mrocznego Rycerza Millera, przekreślając grubą krechą gros rozważań Toeplitza, na przykład tych na temat bohaterów komiksu. Po lekturze dwóch wspomnianych przed chwilą powieści graficznych już nie sposób zgodzić się z tezą, że komiksowi superbohaterowie to quasi-mitologiczne archetypy, gdyż są psychologicznie płytcy, nie starzeją się, a świat w którym funkcjonują jest etycznie czarno-biały. Koniec lat 80-tych przyniósł nam też Batman: Arkham Asylum, zadając ostateczny cios twierdzeniu o świecie komiksu wypranego z psychologicznej głębi. W Sztuce komiksu nie zmieści się też komiks (auto)biograficzny (np. Maus Spiegelmana i Persepolis Satrapi) czy postmodernistyczne zabawy Neila Gaimana (np. Sen nocy letniej z serii Sandman). Wiele obserwacji Toeplitza, również tych kluczowych, zawartych na przykład w definicji komiksu, traci aktualność w dobie komiksu internetowego - myszką trącą dziś twierdzenia, że komiks zawsze ukazuje się na papierze, jest rysowany ręcznie, że ręcznie wpisuje się teksty w dymkach itp. Sztukę komiksu czyta się więc czasem jak dokument z innej epoki historycznej, nim technologia i rozwój artystyczny medium zdezaktualizowały twierdzenia, które 25 lat temu były niemal oczywiste.

Nie oznacza to jednak, że Sztuka komiksu jest już tylko źródłem historycznym, zapiskami ze słusznie minionej epoki. Choć lektura krytyczno-weryfikująca jest jak najbardziej wskazana, polska komiksologia pewnie długo nie doczeka się książki równie wszechstronnej i odważnej co dzieło Toeplitza. Kto bowiem poważy się stworzyć opracowanie, które weźmie się za bary z podstępną definicją komiksu, spróbuje opisać repertuar semiotyczny rysowanych historii, a już w kolejnym rozdziale umieści komiks w kontekście sztuki, kultury, społeczeństwa i technologii na przestrzeni dwóch stuleci? Zadanie to ambitne i nawet jeśli Toeplitz nie wygrywa wszystkich kwestii, przegrać kilka potyczek na takim placu boju nie jest żadnym wstydem.

  • Toeplitz, K.T. (1985) Sztuka komiksu. Próba definicji nowego gatunku artystycznego. Warszawa: Czytelnik.

Zobacz też:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz