21 lutego 2011

Śmierć związków paradygmatycznych

Zdaję sobie sprawę, że tytuł dzisiejszego postu jest nieco buńczuczny. Zazwyczaj gdy ktoś ogłasza śmierć czegoś, okazuje się szybko, że to coś nie tylko nie chce grzecznie położyć się do grobu, ale jeszcze energicznie wierzga i kopie. Było tak w przypadku hucznie ogłaszanych śmierci człowieka, historii, rock and rolla, punk rocka i płyt winylowych. Będzie tak i zapewne w przypadku związków paradygmatycznych w badaniach nad komiksem. Mimo to zdecydowałem się wyprowadzić ten śmiały cios z nadzieją, że uda mi się choć trochę zadrasnąć to dziwaczne monstrum nawiedzające komiksologię.

Jak już się rzekło, będzie dziś mowa o związkach paradygmatycznych w komiksie (więcej o tych związkach dowiesz się z semiomiksowego artykuliku "Znak"). Gdy przeczytałem o nich po raz pierwszy w opisywanej już książce The Power of Comics Duncana i Smitha, uznałem to za dziwactwo i osobliwość usprawiedliwioną w jakimś stopniu popularyzatorską naturą tej publikacji -- autorzy nie za bardzo wiedzą o co chodzi, ale uznali, że brzmi to mądrze, więc wrzucenie tego terminu podniesie "naukowość" książki tanim kosztem. Gdy jednak zetknąłem się z tym terminem po raz drugi w Making Comics Scotta McClouda, uznałem, że skoro dziwactwo to pojawia się w dwóch niezależnych książkach, zrobiło chyba jakąś osobliwą karierę w kręgach eksperckich.

Zacznijmy jednak od początku. Zarówno Duncan i Smith jak i McCloud twierdzą, że znaki w komiksie (rozumiane tu jako poszczególne elementy wewnątrz kadrów, ale też jako całe kadry) zyskują znaczenie na mocy związków syntagmatycznych (relacji do znaków z nimi sąsiadujących) jak i paradygmatycznych (relacji do znaków, które się nie pojawiły, ale mogłyby się potencjalnie pojawić w miejsce danego znaku). Można jakoś od biedy zgodzić się z pierwszą częścią tego twierdzenia, z drugą już raczej nie. Aby zrozumieć dlaczego tak się dzieje, musimy cofnąć się o blisko sto lat, do samego źródła terminów związki syntagmatyczne i paradygmatyczne, a mianowicie do teorii Ferdinanda de Saussure'a (2007 [1916]; ponownie zob. tekst "Znak"). De Saussure był językoznawcą, pisał więc o języku, lecz dość niespodziewanie jego teoria okazała się na tyle atrakcyjna, że zaczęły się przy niej kręcić tłumy uczonych wszelkiej maści. Aparat opisowy skonstruowany przez naszego Genewczyka do badań zjawisk językowych posłużył im jako fundament pod znacznie szerszą i ambitniejszą teorię znaną dziś jako strukturalizm. Zakres badań strukturalistów wykraczał daleko poza język -- obejmował on w socjologię, kulturoznawstwo, literaturoznawstwo, antropologię, filozofię, psychologię itd. Strukturalizm, zapoczątkowany dość skromną teorią języka, rozrósł się z czasem do swoistej humanistycznej "superteorii superwszystkiego". Zapaleni badacze zapomnieli jednak po drodze, że sam de Saussure podkreślał, iż użyteczność jego teorii ograniczona jest do językoznawstwa.

Wróćmy jednak do komiksu. Rzućmy okiem na komiks Mały Sammy kicha Winsora McCaya.

Winsor McCay, "Mały Sammy kicha"

Jak już pisałem, Duncan i Smith oraz McCloud twierdzą, że znaczenie poszczególnych znaków w komiksie określone jest relacjami syntagmatycznymi i paradygmatycznymi. Cóż to oznacza w praktyce? W pierwszym kadrze rozpoznaję dziecko. Czy znaczenie tego znaku wyłania się z relacji dziecka do innych znaków (np. ramek i dymku)? Raczej nie - dziecko byłoby dzieckiem, nawet, gdyby dymki i ramki usunąć. Czy znaczenie tego znaku wyłania się z zestawienia go z innymi znakami, które się tu nie pojawiają, ale mogłyby się pokazywać (np. dorosła kobieta)? Oczywiście, że nie. Czytelnik po prostu patrzy na kształt narysowany przez autora i rozpoznaje w nim kształt już znamy, tutaj kształt dziecka. Żadne relacje, paradygmatyczne czy syntagmatyczne nie mają tu nic do rzeczy. Gdy przejdziemy do kolejnych kadrów, na upartego wybronić jeszcze można relacje syntagmatyczne -- wszak w ostatecznym rozrachunku ważna jest relacja pomiędzy chłopcem a ramką (ramka rozpada się pod wpływem kichnięcia Sammy'ego) i od biedy można by to pewnie nazwać relacją syntagmatyczną. Nie ma tu jednak miejsca na relacje paradygmatyczne -- rozbita ramka jest po prostu rozbitą ramką, a nie staje się rozbita tylko w zestawieniu z ramką nienaruszoną (znowuż, możliwą, ale nie pokazaną w dwóch ostatnich kadrach). Związki paradygmatyczne nie są brane pod uwagę przy odbiorze komiksu, gdyż czytelnik nie wyobraża sobie wszystkim potencjalnie możliwych znaków czy sposobów kadrowania danej sceny tylko po to, by zestawić je z tym, co faktycznie narysowano. Innymi słowy, czytelnik interpretuje tylko to, co widzi, a nie to, co mógłby zobaczyć, ale czego w rzeczywistości nie ma.

Oddać jednak należy, że wybory paradygmatyczne mogą mieć znaczenie przy tworzeniu komiksów. Gdy scena nie jest jeszcze narysowana, autor rozważać może kilka możliwych przedstawień i wybiera z nich jedno. Wybór ten jest znaczący, gdyż (zapewne) istnieje jakiś konkretny powód dla którego wybrano to ujęcie, a nie inne (również możliwe w danym kontekście). Czytelnik nie ma jednak dostępu do tych potencjalnych przedstawień rozważanych przez autora; czytelnik, dysponuje tylko tym, co rzeczywiście narysowano.

Nie oznacza to, rzecz jasna, że pojęcie związków paradygmatycznych należy od razu wyrzucić na śmietnik historii nauki. Pamiętać jednak należy, że termin ten ukuty został na potrzeby językoznawstwa, a nie komiksologii. De Saussure definiował związki paradygmatyczne jako związki in absentia, czyli między elementami nieobecnymi, a nie jako związki in non existentia, czyli jako związki między elementami nieistniejącymi. Co jest niuansem często ignorowanym przez badaczy. W zdaniu Kot wypił mleko, słowo kot wchodzi w relacje paradygmatyczne z innymi słowami, która można z nim skojarzyć, np. ze słowem pies. Słowo pies nie pojawia się wprawdzie w zdaniu, ale istnieje w systemie językowym użytkownika, wchodzi w skład jego mentalnego słownika i jako takie może być pewnym "punktem odniesienia" dla słowa kot, jakimś "miejscem zaczepienia" dla relacji paradygmatycznej. W przypadku komiksu sytuacja jest nieco inna, gdyż nie mamy z głowach żadnego "komiksowego słownika", czyli utrwalonego zbioru wszystkich komiksowych znaków i przedstawień wszystkich sytuacji jakie kiedykolwiek pojawić się mogą w danym komiksie. Tak więc znaków faktycznie pojawiających się w opowieści nie ma z czym zestawić, a w konsekwencji nie może dojść do zawiązania relacji paradygmatycznej.

Tropienie związków paradygmatycznych w komiksie to błąd metodologiczny wynikający zapewne po części z niezrozumienia złożonej teorii de Saussure'a. Według naszego Szwajcara, relacje paradygmatyczne nie definiowały znaczenia znaku, a jedynie jego wartość. Pojęcia te, być może wbrew pozorom, nie są tożsame. W saussure'owskiej terminologii, znaczenie znaku to pojęcie stojące za tym znakiem, rodzaj obrazu mentalnego oznaczanego przedmiotu lub zjawiska. Z kolei wartość to niejako pozycja znaku w ramach całego sytemu językowego. I tak na przykład słowa dwanaście i tuzin mają zbliżone znaczenia, lecz ich wartość w ramach systemu jest zupełnie inna - dwanaście jest liczebnikiem, tuzin jest rzeczownikiem, a to oznacza, że należą do innych wzorców deklinacji, pojawiają się w nieco innych kontekstach, nieco inaczej zachowują się w zdaniu. Dlatego właśnie mówi się, na przykład, Mam dwanaście lat, a nie Mam tuzin lat, mimo że w zasadzie znaczenie tych zdań jest bardzo podobne. W tym przypadku, to wartość systemowa określana relacjami paradygmatycznymi i syntagmatycznymi "wymusza" użycie danego słowa w określonym kontekście.

Tak przynajmniej przedstawia się sprawa w klasycznym modelu de Saussure'a. Dodać przy tym należy, że choć teoria szwajcarskiego uczonego zrewolucjonizowała swego czasu wiele dziedzin nauki, a jej wpływ jest nadal widoczny, współczesne językoznawstwo opiera się na nowszych teoriach i bodaj nikt nie pisze już prac naukowych w duchu klasycznego saussuryzmu. Sytuacja przedstawia się inaczej w semiotyce "niejęzykoznawczej", w której teoria Genewczyka jest wiecznie żywa, choć niestety traktowana bardzo wybiórczo. Nie brak tu entuzjastów, którzy, wierząc w Szwajcara jak w prognozę pogody, stosują czysto językoznawcze narzędzia analityczne do opisu zgoła wszystkiego. Wędka służy jednak do łowienia ryb i nawet największy zapaleniec nie zaora nią pola -- lepiej po prostu rozejrzeć się za pługiem.

Źródła:
  • Duncan, R. i Smith, M. J. (2009) The Power of Comics. The History, Form and Culture. Nowy Jork & Londyn: Continuum.
  • McCloud, S. (2006) Making Comics. Nowy Jork: Harper.
  • Saussure, F. de (2007 [1916]) Kurs językoznawstwa ogólnego. Warszawa: PWN.

Zobacz też:

Licencja Creative Commons
Komiks "Mały Sammy kicha" pochodzi z Wikimedia Commons i znajduje się w Domenie Publicznej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz