28 lipca 2011

Potwory ze Strefy X

 W ubiegłym tygodniu pisałem o Koyaanisqatsi, więc w tym tygodniu miało nie być o filmie. Ale po obejrzeniu Strefy X temat sam ciśnie się na klawiaturę. Tak samo zresztą jak na pole tytułu ciśnie się wredna aluzja to spartolonego tłumaczenia tytułu, brzmiącego w oryginale Monsters (czyli "potwory"). "Monsters" to tytuł z przesłaniem, niejednoznaczny, o potworach mówią też w pewnym momencie bohaterowie filmu. Określenie "strefa X" chyba nawet nie pojawia się w filmie, a literka "x" bezmyślne pakowana do wszystkiego, co choć trochę wiąże się z science fiction, mocno się już zużyła. Chcąc nie chcąc w naszych kinach możemy obejrzeć jednak film pt. Strefa X.

20 lipca 2011

Świat ludzi, świat znaków

Koyaanisqatsi
Koyaanisqatsi obejrzałem po raz pierwszy dzięki uprzejmości TVP, chyba pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Film wyemitowany został o jakiejś nieludzko późnej porze, jak większość ambitniejszych, żeby nie powiedzieć eksperymentalnych, produkcji. Zmęczenie i senność nie pozwoliły mi zagłębić się należycie w ten utwór – Koyaanisqatsi wymaga bowiem uwagi i skupienia, nie przykuwa do ekranu fajerwerkami efektów specjalnych ani nagłymi zwrotami akcji. Mimo to miałem przeczucie, że obejrzałem film wyjątkowy, nawet jeśli łamiące się oko nie pozwoliło mi w pełni docenić jego głębi. Drugi seans, kilka lat później, również sponsorowany był przez Telewizję Polską, odbył się w takich samych warunkach i miał ten sam skutek. Trzeci seans zasponsorowałem sobie sam: standardowo wydane DVD z garstką dodatków szło do mnie z Niemiec ponad dwa tygodnie, ale w końcu mogłem zasiąść przed komputerem o jakiejś mniej barbarzyńskiej porze i nacieszyć się filmem bez nachalnego Morfeusza próbującego porwać mnie do Krainy Snów.