23 grudnia 2011

Symulakrum Bożego Narodzenia

Podobają mi się Święta Bożego Narodzenia. Nie jestem pewien, czy je lubię. Nie lubić Świąt raczej nie wypada, więc powiedzmy, że lubię je tak, jak wypada je lubić, nie ulega jednak żadnej wątpliwości, że Święta mi się podobają. Bo śnieg, bo choinka, bo ozdoby choinkowe, bo dekoracje, bo sympatyczny grubas w czerwonym kożuszku. Wszystko to jest bardzo ładne, estetyczne, błyszczące, świecące i niewiele jest na świecie istot ludzkich zdolnych oprzeć się temu urokowi. Zgrzyta mi tu tylko jeden szczegół, a mianowicie to, że nie jest to prawdziwe Boże Narodzenie, a jedynie jego kopia, która sprytnie podszyła się pod oryginał, czyli symulakrum.

Pojęcie symulakrum we wspomnianym wyżej znaczeniu używał m.in. francuski (a jakże) filozof Jean Baudrillard. Semiotyka chętnie przyznaje się do Baudrillarda, gdyż pisał on o czterech następujących po sobie relacjach, w które mogą wchodzić znak i rzeczywistość, którą ten znak odzwierciedla. Baudrillard nazwał ten proces precesja symulakrów (nie mylić z procesją) i opisał cztery jej etapy:
  1. Znak może odzwierciedlać rzeczywistość, tak jak mapa, która wiernie i dokładnie opisuje jakiś teren.
  2. Znak może wypaczać rzeczywistość: pokazywać coś czego nie ma, albo fałszować obraz rzeczywistości. Dzieje się tak w przypadku mapy, która pokazuje na przykład położenie góry, ale błędnie podaje jej wysokość.
  3. Znak może udawać rzeczywistość, tak jak mapa wyspy, która nie istnieje, choć sama mapa przygotowana jest tak, byśmy wierzyli, że wyspa ta naprawdę istnieje. Przykładem może być tu mapa Śródziemia umieszczona na początku "Władcy pierścieni" J.R.R. Tolkiena – mapa ta nie pokazuje realnie istniejącej krainy, lecz podczas lektury książki zawieszamy niewiarę i wierzymy, że przedstawiona na mapie krain istnieje.
  4. Znak może też tworzyć własną rzeczywistość i nie odnosi się wówczas do niczego istniejącego. Taka przedziwna mapa musiałaby być nie tyle obrazem jakiegoś terenu, lecz samym terenem (do sytuacji takiej dochodzi zresztą w opowiadaniu "O ścisłości w nauce" Jorge Luisa Borgesa, z którego podkradłem przykład z mapą :)). Taki znak to właśnie symulakrum.
No dobrze, ale jaki to wszystko na związek z Bożym Narodzeniem? Wszak Święta to święta, a nie jakiś tam znak czegoś, co nie istnieje. Hmm... To z pewnością kwestia sporna i wasze doświadczenia mogą być zupełnie inne, ja jednak zawsze odnosiłem wrażenie, że Boże Narodzenie najładniej wygląda w telewizji, w przysłowiowych "amerykańskich filmach", a już na pewno na reklamach Coca Coli. I przyznam, że najbardziej tęskni mi się i najrzewniej wzdycha do tej telewizyjnej bożonarodzeniowej atmosfery. Gdy tylko oderwę się od ekranu, zdaje mi się od razu, że moja własna choinka jest jakaś oklapła, bombki trochę za bardzo matowe, światełka na ulicach mają kilka przepalonych żarówek, a rodzina zamiast wybaczać sobie krzywdy nazbierane od poprzednich Świąt kłóci się o to, gdzie ustawić sałatkę podczas wieczerzy. Prawdziwa świąteczna atmosfera wydaje się być tylko nieudaną kopią telewizyjnej atmosfery, ale... to przecież telewizja serwuje nam obraz rzeczywistości, a nie na odwrót. Wyidealizowany obraz jest jednak bardziej realny niż rzeczywistość, to na filmie zobaczymy prawdziwą świąteczną atmosferę. Bożonarodzeniowy nastrój jest więc symulakrum czystej wody.

Ta symulakryzacja Świąt jest chyba bezpośrednią relacją stopniowego zastępowania duchowego i religijnego znaczenia Bożego Narodzenia rozbuchanym blichtrem formy. Dziś Święta kojarzą się przede wszystkim z choinką, Świętym Mikołajem, kolacją wigilijną, karpiem itd. Niewiele osób pamięta już, że wszystkie te elementy były pierwotnie symbolami pewnych wartości duchowych zakotwiczonych w tradycji chrześcijaństwa (choć same symbole pochodziły nierzadko z tradycji niechrześcijańskiej). Zapytajmy dziś jednak przypadkowo wybraną osobę, co oznacza zajadany ze smakiem karp, a zapytany odpowie nam zapewne niedwuznacznym pukaniem się w czoło, sugerującym, że coś nam się od tego mrozu klepki obluzowały. "Jak to co oznacza karp? Karp to karp!" Ot, kolejne świąteczne symulakrum – znak, który kiedyś zaledwie coś symbolizował, lecz dziś pierwotne znaczenie wyparował – znak nie oznacza już rzeczywistości, ponieważ stał się rzeczywistością.

Najbardziej jaskrawym przypadkiem świątecznego symulakrum jest jednak gwiazda, choć tu niektórzy może przypomną sobie skąd wzięła się ona w bożonarodzeniowej tradycji. W biblijnej opowieści gwiazda jest znakiem pokazującym drogę Trzem Królom, jest więc w pewnym sensie znakiem indeksowym (zob. "Znak"). Oczywiście, istnieć mogła tylko jedna gwiazda pokazująca drogę; wszak Trzej Królowie nie mogli podążać za wszystkim widocznymi gwiazdami. Lecz dziś bożonarodzeniowa gwiazda przestała być indeksem, nie jest już drogowskazem wiodącym ku duchowemu oświeceniu, ani światłem w ciemnościach. Stała się zwykłym motywem dekoracyjnym, tworzy doznania czysto estetyczne, a gwiazd tych jest zbyt dużo, by mogły skutecznie pokazywać drogę do czegokolwiek. Pierwotne znaczenie symboliczne zostało więc całkowicie wypłukane, choć gwiazda nadal nierozerwalnie związana ze współczesną rzeczywistością Świąt. Bez cienia sarkazmu życzę Wam więc Wesołych Symulakrów!

Źródło:
  • Baudrillard, Jean (2005) Symulacje i symulakra. Warszawa: Wydawnictwo Sic!.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz