22 stycznia 2012

Kroniki birmańskie, czyli zmanipulowane medium

Guy Delisle: Kroniki birmańskie
Ponad miesiąc temu popełniłem post na temat maksymy "The medium is the message" Marshalla McLuhana i od tamtego czasu nie zebrałem się jakoś do bardziej szczegółowych rozważań na temat tego, jak ten zgrabny bon mot odnosi się do komiksu. Bo że się odnosi, to wątpliwości nie ulega. McLuhan towarzyszy nam w każdym momencie lektury/oglądania każdego komiksu, a w zasadzie podczas obcowania z każdym medium, choć na pierwszy rzut oka nie za bardzo może go widać. Medium, znaki i cała ta semiotyczna menażeria siedzi sobie cichutko i udaje, że jest idealnie przezroczysta, że przekazuje znaczenie w sposób całkowicie neutralny, że tak naprawdę to prawie jej nie ma. To że medium i forma znaku mają zasadniczy wpływ na znaczenie widać przede wszystkim wtedy, gdy ze znakami dzieje się coś nietypowego, tak jak ma to miejsce w Kronikach birmańskich Guya Delisle'a.


Tym którzy komiksu Delisle'a nie czytali spieszę wyjaśnić, że Kroniki birmańskie to komiks autobiograficzny, opisujący wrażenia autora z pobytu w Birmie. Guy towarzyszy tam żonie Nadege, pracującej dla francuskiej sekcji Lekarzy Bez Granic. Nadege jeździ po okolicy i pomaga pozbawionym kompleksowej opieki medycznej Birmańczykom, a Guy opiekuje się ich synem Louisem, zwiedza, poznaje mieszkańców kraju, pracowników innych organizacji humanitarnych, medytuje w buddyjskim klasztorze, no i rysuje komiksy. O samej treści rozpisywać się tu nie będę, bo w dzisiejszym poście ważne są nie tyle przygody bohatera, co sposób, w jaki zostały one przedstawione.

Zaznaczę od razu, że Kroniki birmańskie nie są komiksem eksperymentalnym, ani w warstwie graficznej, ani w warstwie "literackiej". Rysunek jest nierealistyczny, uproszczony, lekko humorystyczny, lecz określenia "niekonwencjonalny" czy "udziwniony" z pewnością do niego nie pasują. Narracja jest epizodyczna, sprawna i pomysłowa (zwłaszcza w partiach obywających się bez słów), ale przymiotnik "eksperymentalna" to ostatnie słowo, którego można by tu użyć. Jest jednak w tym komiksie kilka miejsc, w których grzeczne i ułożone znaki zaczynają trochę fikać, zdradzając się przy okazji ze swą semiotyczną nieprzezroczystością i demonstrując, że medium jest jednak informacją.

Znakomitym przykładem jest tu epizod "Format A4" (str. 182), w którym bohater znajduje zapaloną żarówkę w kserokopiarce. Okazuje się, że podobno jest to świetny sposób, by kartki pozostawały suche podczas wilgotnej birmańskiej pory monsunowej, w co Delisle nieco powątpiewa, bo "ostatecznie pora deszczowa nie jest taka straszna". W ostatnim kadrze epizodu rysunek jest jednak nieco zamazany, tak jakby był narysowany na wilgotnym papierze... Ten krótki, jednostronicowy epizodzik więc jest chytrze zakręcony pod względem metanarracyjnym: problemy z papierem, o których mowa w świecie komiksu zilustrowane są sposobem rysowania w ostatnim kadrze. Co ciekawe, w tym konkretnym przypadku to właśnie zabawa komiksowym medium tworzy puentę epizodu – bohater komiksu uparcie twierdzi, że papier wcale nie wilgotnieje i gdyby ostatni kadr został narysowany "normalnie", nie mielibyśmy żadnego powodu, by mu nie wierzyć. To właśnie dzięki manipulacji medium dokonanej przez rysownika dochodzimy do wniosku, że papier, na którym rysowany był komiks rzeczywiście był zbyt wilgotny, co wpłynęło na jakość kreski. Właściwości samego medium mają tu więc kluczową rolę w tworzeniu znaczenia.

Kolejny, może mniej oczywisty, przykład znajdziemy w epizodzie "Pierwsza wizyta w terenie". Na stronie 146 dwa rysunki wozów strażackich, na które natknął się bohater buszując w prowincjonalnym birmańskim miasteczku. W samych rysunkach nie byłoby może nic nietypowego, gdyby nie fakt, że są one znacznie bardziej szczegółowe, niemal pietystyczne, w porównaniu z rysunkami innych pojazdów w komiksie, które są zaledwie schematycznie naszkicowanymi "pudełkami na kółkach". Strona 146 przedstawia tylko trzy kadry, przy czym dwa z nich są duże i zawierają realistyczne rysunki samochodów strażackich, a trzeci kadr to zaledwie mały pasek na samym dole strony, który przedstawia malutki rysunek "pudełkowego" autobusu i trochę tekstu. Taka organizacja strony jest bardzo nietypowa dla Kronik birmańskich; zazwyczaj na jednej stronie mieści się tu co najmniej pięć kadrów, rysunki są uproszczone i nierealistyczne, a perspektywa jest mocno spłaszczona. Oczywiście to zaburzenie organizacji medium jest celowe – chodzi o ty, by oddać wrażenie, jakie na bohaterze zrobiły wspomniane już samochody strażackie. Kadry przedstawiające te wozy są znacznie większe niż kadry z innymi pojazdami, bo to właśnie tym pięknym i unikalnym maszynom bohater poświęca znacznie więcej uwagi, niż jakimś rozklekotanym dżipom i autobusom. Rysunek jest bardziej szczegółowy, ponieważ bohater kontempluje każdy detal strażackich samochodów, co podkreśla również głębsza niż w innych kadrach perspektywa. Te aspekty organizacji strony są zapewne zrozumiałe dla większości uważnych czytelników, warto jednak podkreślić, że ten "efekt zachwytu" bohatera został osiągnięty poprzez umiejętną manipulację komiksowym medium. To właśnie "zaburzenia" typowej konwencji znaków w Kronikach birmańskich sprawiają, że "efekt zachwytu" staje się dla nas oczywistym elementem przekazywanego znaczenia.

W Kronikach birmańskich znajdziemy jeszcze kilka mniej oczywistych przykładów zaburzania konwencji semiotycznej służącej modyfikacji znaczenia. Na przykład w epizodzie "Pierwsza pomoc" autor przerysował część materiałów edukacyjnych wykorzystywanych podczas lekcji pierwszej pomocy, o których to lekcjach opowiada w komiksie (str. 199). Ilustracje te są bardziej realistyczne, ale też bardziej toporne niż inne rysunki w komiksie (ale przecież materiały szkoleniowe nie muszą być artystycznie wysmakowane). Ta gwałtowna zmiana w konwencji graficznej sygnalizuje, że rysunki pochodzą z innego obszaru semantycznego, są to po prostu ilustracje używane podczas szkolenia, które autor postanowił zamieścić w komiksie, a nie kadry stworzone specjalnie dla Kronik. Przykłady te świetnie pokazują stopień, w jakim właściwości medium uczestniczą w tworzeniu znaczenia. Nie chcę oczywiście powiedzieć, że jedynie taka agresywna manipulacja znakami ma wpływ na informację, a medium, którym nikt się nie "bawi" nie zmienia w żaden sposób treści semantycznej. Zgodnie z mcluhanowską maksymą The medium is the message, medium zawsze kształtuje znaczenie, ale widać to wyraźniej dopiero wtedy, gdy ktoś zaczyna przy tym medium gmerać.
  • Delisle, Guy (2008) Kroniki birmańskie. Warszawa: Kultura Gniewu.

Wszystkie prawa zastrzeżone
Obraz umieszczony w poście jest chroniony pełnym prawem autorskim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz