23 grudnia 2011

Symulakrum Bożego Narodzenia

Podobają mi się Święta Bożego Narodzenia. Nie jestem pewien, czy je lubię. Nie lubić Świąt raczej nie wypada, więc powiedzmy, że lubię je tak, jak wypada je lubić, nie ulega jednak żadnej wątpliwości, że Święta mi się podobają. Bo śnieg, bo choinka, bo ozdoby choinkowe, bo dekoracje, bo sympatyczny grubas w czerwonym kożuszku. Wszystko to jest bardzo ładne, estetyczne, błyszczące, świecące i niewiele jest na świecie istot ludzkich zdolnych oprzeć się temu urokowi. Zgrzyta mi tu tylko jeden szczegół, a mianowicie to, że nie jest to prawdziwe Boże Narodzenie, a jedynie jego kopia, która sprytnie podszyła się pod oryginał, czyli symulakrum.

9 grudnia 2011

The medium is the message

Semiomiks zrobił sobie przerwę znacznie dłuższą niż planował, co nie oznacza wcale, że wyczerpała się już jego tematyka. Powody tej przerwy są zupełnie nie komiksowe, nie semiotyczne i nie komiksowo-semiotyczne, więc nie ma sensu roztrząsać ich na łamach tego bloga. Ważne, że autor żyje, ma się całkiem dobrze i liczy, że będzie mógł wymądrzać się teraz nieco częściej. Przejdźmy zatem do czegoś nieco ciekawszego, a już na pewno mądrzejszego. Dziś na warsztacie temat-potwór: wielki, ciężki i groźny, choć z pozoru mały, niewinny i trochę bez sensu. Mowa o słynnej maksymie Marshalla McLuhana "The medium is the message", tłumaczoną na polski jako "medium jest informacją". Tłumaczenie to dość trafne, choć niestety zatraca się w nim mile mrucząca aliteracja angielskiego oryginału. Niewiele naukowych sloganów zrobiło tak oszałamiającą karierę, może także dlatego, że od samego początku miało wychodzić poza ścisłą semiotykę ku rozległym wodom szeroko pojętej humanistyki. Skutkiem tego dziś do "The medium is the message" przyznają się chętnie zarówno semiotycy wszelkich szkół, jak i medioznawcy, filozofowie, literaturoznawcy i kto tam jeszcze. Maksymie McLuhana napisano już bardzo dużo i bardzo mądrze, a próba całościowego opisu tego zwięzłego bon motu rozsadziłaby pewnie ramy mojego skromnego bloga, ograniczmy się więc do ogólnego naszkicowania jego sensu w kontekście semiotyki komiksowej.

28 lipca 2011

Potwory ze Strefy X

 W ubiegłym tygodniu pisałem o Koyaanisqatsi, więc w tym tygodniu miało nie być o filmie. Ale po obejrzeniu Strefy X temat sam ciśnie się na klawiaturę. Tak samo zresztą jak na pole tytułu ciśnie się wredna aluzja to spartolonego tłumaczenia tytułu, brzmiącego w oryginale Monsters (czyli "potwory"). "Monsters" to tytuł z przesłaniem, niejednoznaczny, o potworach mówią też w pewnym momencie bohaterowie filmu. Określenie "strefa X" chyba nawet nie pojawia się w filmie, a literka "x" bezmyślne pakowana do wszystkiego, co choć trochę wiąże się z science fiction, mocno się już zużyła. Chcąc nie chcąc w naszych kinach możemy obejrzeć jednak film pt. Strefa X.

20 lipca 2011

Świat ludzi, świat znaków

Koyaanisqatsi
Koyaanisqatsi obejrzałem po raz pierwszy dzięki uprzejmości TVP, chyba pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Film wyemitowany został o jakiejś nieludzko późnej porze, jak większość ambitniejszych, żeby nie powiedzieć eksperymentalnych, produkcji. Zmęczenie i senność nie pozwoliły mi zagłębić się należycie w ten utwór – Koyaanisqatsi wymaga bowiem uwagi i skupienia, nie przykuwa do ekranu fajerwerkami efektów specjalnych ani nagłymi zwrotami akcji. Mimo to miałem przeczucie, że obejrzałem film wyjątkowy, nawet jeśli łamiące się oko nie pozwoliło mi w pełni docenić jego głębi. Drugi seans, kilka lat później, również sponsorowany był przez Telewizję Polską, odbył się w takich samych warunkach i miał ten sam skutek. Trzeci seans zasponsorowałem sobie sam: standardowo wydane DVD z garstką dodatków szło do mnie z Niemiec ponad dwa tygodnie, ale w końcu mogłem zasiąść przed komputerem o jakiejś mniej barbarzyńskiej porze i nacieszyć się filmem bez nachalnego Morfeusza próbującego porwać mnie do Krainy Snów.

21 czerwca 2011

Skąd się bierze żart, czyli o humorze w komiksach Tadeusza Baranowskiego

Dwa tygodnie temu opublikowałem krótki przegląd naukowych teorii humoru. Dziś wcielam teorię w życie, a właściwie wykorzystuję teorię do opisania konkretnych przykładów. Jak zapewne nie trudno się domyśleć, skupię się na humorze w komiksie, a dokładniej na humorze w komiksach Tadeusza Baranowskiego. Omówienie to będzie, rzecz jasna, pobieżne i skrótowe; postaram się raczej zasygnalizować pewne zjawiska, a nie przeprowadzić jakąś dogłębną i szczegółową analizę. Mam jednak nadzieję, że dzisiejszy post pomoże nieco ogarnąć ten ciekawy temat.

7 czerwca 2011

Teorie humoru

Czy można stworzyć naukową teorię humoru? Wielu ludzi uważa, że nawet jeśli jest to możliwe, to z pewnością nie ma większego sensu. Humor jest czymś tak ulotnym i intuicyjnym, że trudno ująć go w sztywne ramy naukowych analiz, a nawet jeśli się to uda, to humor przestaje być śmieszny. Humorem należy się cieszyć, doświadczać go, a nie rozkładać na czynniki pierwsze. Z argumentami takimi można się zgodzić lub nie (choć "Po co komu elektryczność?" pisałem niedawno o pozornej bezużyteczności badań naukowych), co nie zmienia faktu, że humor od kilku już dekad znajduje się w kręgu zainteresowań nauki.

26 maja 2011

Semiotyka (nie tylko) dla orłów

Tytuł książki Daniela Chandlera Semiotics for Beginners (który można by przetłumaczyć jako Semiotyka dla początkujących) kojarzy mi się zawsze z serią Dla żółtodzióbów. Książki takie jak Szachy dla żółtodziobów, Joga dla żółtodzióbów, Ojcostwo dla żółtodziobów, a nawet Trening czystości psa dla żółtodziobów mają w prosty i przystępny sposób pomagać laikom w opanowywaniu mniej lub bardziej skomplikowanych umiejętności. Idea z jednej strony szczytna – zakładam, że po lekturze takiego Ojcostwa... świeżo upieczony rodzic, będzie lepszym tatusiem, niż facet, który nie przeczytał niczego. Z drugiej strony, tytuł książki nie sugeruje pozycji zbyt ambitnej – ma być lekko, może trochę wesoło, czegoś tam się dowiesz, ale nie miej zanadto wygórowanych oczekiwań.

5 maja 2011

Gestalt oraz figura i tło

Gestalt

Według psychologii gestaltu (zwanej też psychologią postaci), ludzie postrzegają raczej ogólny obraz przedmiotu, niż poszczególne części, z których ten przedmiot się składa. Naszą uwagę przykuwają więc przede wszystkim całości, a nie części składowe. Na przykład, gdy patrzymy na dom, postrzegamy go jako stosunkowo jednorodną całość, a nie zbiór elementów takich jak okna, drzwi, ściany lub dachówki. Patrząc na dany przedmiot możemy też oczywiście skupić się na częściach składowych, lecz jest to niejako kolejna faza procesu poznawczego, wymaga od nas dodatkowego i "nienaturalnego" wysiłku. Taka jednorodna całość postrzegana przez ludzki umysł nosi nazwę gestaltu, a percepcja, w której ogląd całości jest ważniejszy niż analiza części składowych, nazywa się percepcja holistyczna. Jednym z pierwszych badaczy percepcji holistycznej był niemiecki psycholog Max Wertheimer (1880 – 1943).

28 kwietnia 2011

"Po co komu elektryczność?"

Dziś post z nieco innej beczki i nieco na marginesie komiksowo-semiotycznych rozważań. Semiotyką (nie tylko komiksu) zajmuję się już od jakiegoś czasu i niejednokrotnie słyszałem komentarze typu "po co się tym zajmować?", "nie lepiej robić coś bardziej praktycznego, prowadzić jakieś użyteczne badania?", "przecież to się nigdy nikomu nie przyda". Niektórzy rzucają takie komentarze, ponieważ mają alergię na myślenie i słowa dłuższe niż trzy sylaby i rzeczywiście nie potrafię odpowiedzieć im nic, co mogłoby satysfakcjonującego. Są również osoby, którymi kieruje ciekawość lub szczerze martwią się, że marnuję mój cenny czas na coś zupełnie nieproduktywnego. Takim osobom dedykuję poniższą anegdotkę.

14 kwietnia 2011

Być albo nie być (komiksem)

Uff, zdaje się, że mamy już za sobą najważniejszą cześć znęcania się nad definicją komiksu. Dwa tygodnie temu pisałem o polisemii słowa komiks i wyborze znaczenia, które jest zazwyczaj uwzględniane w definicji. Tydzień temu rozwodziłem się nad definicją kognitywną komiksu, która może być alternatywą dla definicji klasycznej. Przy okazji przyjrzeliśmy się bliżej prototypowemu komiksowi, będącemu niejako "centralnym" przedstawicielem kategorii. Jeśli zaś komiks prototypowy znajduje się w centrum kategorii, proponuję zeksplorować dziś granice tejże, sprawdzić ich zasięg i przetestować wytrzymałość. Na pograniczu znajdziemy teksty, których przynależność do kategorii budzi wątpliwości. Czy jest to jeszcze komiks? Jeśli nie, to czym to coś właściwie jest? A co jeśli tekst pozornie wyczerpuje definicję komiksu, lecz intuicja podpowiada nam, że komiksem to raczej nie jest?

7 kwietnia 2011

Esencja i prototyp

W poprzednim poście pisałem o polisemii słowa komiks, która utrudnia stworzenie jednej definicji tego terminu. Skoro komiks ma aż cztery nieco różniące się od siebie znaczenia, teoretycznie możemy sformułować aż cztery różne definicje! W praktyce jednak najbardziej podstawowymi i najszybciej "kojarzonymi" znaczeniami są 'medium' i 'tekst' i to wokół tych znaczeń krążą faktyczne definicje.

Teraz z kolei wypada zadać pytanie o sposób definiowania pojęcia. Definiowanie jest procesem pokrewnym kategoryzacji, czyli przyporządkowywaniu obiektów i zjawisk pojęciom w naszych umysłach (por. "Kategoryzacja"). I tak istnieją na świecie pewne obiekty, które skategoryzujemy jako komiksy i obiekty, których nie da się tak skategoryzować. Jeśli zaś chodzi o definiowanie, możemy przyjąć, że tworzenie definicji jest próbą opisu kategorii przy pomocy słów.

1 kwietnia 2011

Komiks w sieci znaczeń

W kwietniu chciałbym poznęcać się nieco nad definicją komiksu. Zgadzam się w stu procentach z Michałem Błażejczykiem, autorem artykułu "Koń jaki jest, każdy widzi, czyli o definicji komiksu", że sprawa jest nieco bardziej skomplikowana niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Bo niby każdy wie jak koń wygląda, lecz opisać konia tak, by opis ten nie był jednocześnie opisem zebry i muła jest już nieco trudniej. A może należałoby uznać, że zebra to jednak koń, tylko trochę dziwny? I czy można powiedzieć, że muł to w połowie koń, a jeśli tak, to w której połowie? Wychodzi na to, że im bardziej się do konia zbliżamy, tym bardziej zaczyna nam wierzgać.

9 marca 2011

Komiks jako tekst (?)

Czy komiks może być tekstem? Odpowiedź na to pytanie, jak zresztą na wiele pytań z dziedziny semiotyki, brzmi "tak i nie". A dokładniej "to zależy". W tym przypadku zależy od tego, jak rozumiemy termin tekst. Zgodnie z rozumieniem potocznym, tekst jest graficznym zapisem pewnej wypowiedzi językowej i w tym sensie komiks tekstem nie jest, choć tekst wykorzystuje. Takie podejście prowadzi jednak do dość wąskiej i niedoskonałej definicji tekstu (zob. "Kryteria tekstowości"). Do dyspozycji mamy również bardziej precyzyjną, a zarazem wszechstronną definicję tekstu opartą na kryteriach zaproponowanych przez językoznawców Roberta de Beaugrande i Wolfganga Dresslera. O definicjach i kryteriach pisałem dokładniej w poście "Kryteria tekstowości", więc jeśli nie zetknęliście się do tej pory z teorią tych autorów, warto rzucić okiem na ten tekst.

27 lutego 2011

Kryteria tekstowości

Czym jest tekst? Na pierwszy rzut oka, odpowiedź na to pytanie wydaje się być banalnie prosta, ale diabeł, jak zwykle zresztą, tkwi w szczegółach. Tym feralnym szczegółem tym jest tutaj sposób rozumienia terminu tekst. W rozumieniu potocznym, które pierwsze przychodzi na myśl, jest to graficzny zapis jakiejś wypowiedzi językowej. Tekst określają więc dwa kryteria, które roboczo sformułować można jako:

21 lutego 2011

Śmierć związków paradygmatycznych

Zdaję sobie sprawę, że tytuł dzisiejszego postu jest nieco buńczuczny. Zazwyczaj gdy ktoś ogłasza śmierć czegoś, okazuje się szybko, że to coś nie tylko nie chce grzecznie położyć się do grobu, ale jeszcze energicznie wierzga i kopie. Było tak w przypadku hucznie ogłaszanych śmierci człowieka, historii, rock and rolla, punk rocka i płyt winylowych. Będzie tak i zapewne w przypadku związków paradygmatycznych w badaniach nad komiksem. Mimo to zdecydowałem się wyprowadzić ten śmiały cios z nadzieją, że uda mi się choć trochę zadrasnąć to dziwaczne monstrum nawiedzające komiksologię.

22 stycznia 2011

Komiksologia lekko zakurzona

Sztuka komiksu Krzysztofa Teodora Toeplitza określana jest często mianem jednego z pierwszych opracowań teoretycznych na temat komiksu w Polsce, a swemu autorowi dała miano pierwszego polskiego komiksologa. Książka wydana została w 1985 roku i, o ile mi wiadomo, nie była wznawiana. Ten ostatni fakt nieco mnie dziwił - skoro książka jest tak ważna dla polskiej komiksologii, dlaczego przez 25 lat nie doczekała się powtórnego wydania? Dzisiaj już to wiem.

5 stycznia 2011

Amalgamaty konceptualne

Teoria amalgamatów konceptualnych to metodologia pozwalająca opisywać powstawanie złożonych struktur semantycznych. Została ona stworzona przez przez Gillesa Fauconnier i Marka Turnera w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Na początku stosowana była do opisywania zjawisk językowych, m.in. jako alternatywna metoda analizowania metafor pojęciowych (patrz "Metafora i metonimia"). Wkrótce jednak zarówno sami twórcy teorii jak inni uczeni zaczęli używać jej do opisywanie wielu innych rodzajów danych, jak na przykład rysunki satyryczne, znaki graficzne, dzieła sztuki, archetypy kulturowe, a nawet zachowania seksualne ludzi. Obecnie zwolennicy teorii amalgamatów uznają ją za potężne i niezwykle wszechstronne narzędzie analizy niemal każdego rodzaju zjawisk cywilizacyjno-kulturowych. Fauconnier i Turner swoją książkę o amalgamatach nie bez kozery zatytułowali The Way We Think (czyli w wolnym tłumaczeniu Sposób w jaki myślimy), sugerując tym, że jest to jeden z najbardziej podstawowych i uniwersalnych procesów poznawczych.